Uwielbiam początek jesieni za widok żółtych brzóz, złotych liści obsypujących biel pni.

Tak dobrze jest po prostu obserwować, prawda? Ale i schyłek jesieni, oszałamia wybuchającą feerią krzykliwych barw. To czas przekwitania, gdy każda cząstka przyroda robi wszystko żeby zaistnieć, pokazać, że jest, że żyje, by za chwilę przejść do wygaszenia tego widowiskowego indywidualizmu i zgodzić się na jedność, jednobarwność a nawet spopielenie. Widzę to spopielenie, pociągnięte sepią brzegi jeziora, będącego ekosystemem starorzecza Wisły.

Jest trzecia niedziela listopada z temp. 13 st. C. Odwiedzamy największy naturalny zbiornik warszawski – jeziorko Czerniakowskie. Tuż przy moście mijamy funkcjonariuszy Państwowej Straży Rybackiej, udzielających właśnie pouczenia wędkarzom, którzy są utrapieniem nie tylko dla ryb, ale i czystości akwenu i jego okolic. Trafiamy później na żyłki i inne przedmioty porzucone przez wędkarzy. A przed nami zamiast dotychczasowej szaty roślinnej ocean nawłoci kanadyjskiej (Solidago canadensis) jednej z trzech inwazyjnych gatunków nawłoci, która skutecznie konkuruje z naszą rodzimą roślinnością o wodę, światło oraz składniki pokarmowe. Faktycznie monotonnie wygląda krajobraz pochłonięty przez jedną roślinę.

Aż się prosi, żeby chociaż część tego siedliska przyrodniczego zrekultywować, odtworzyć łąki i zarośla, lub chociaż regularnie wykaszać nawłoć. Wg Rolnikuj.pl ,,Najlepszym niechemicznymi sposobem zwalczania nawłoci są wszelkie zabiegi uprawowe działające w głąb gleby (np. uprawa gleby glebogryzarką, orka), pozwalające na niszczenie kłączy, przez które nawłocie głównie zasiedlają nowe tereny.”

W odnowieniach wtórnych rośnie kilka pięknych rozłożystych dębów, które za sto lat mogłyby wyglądać jak słynny dąb Bartek.

Ale i sporo kolejnego inwazyjnego gatunku, orzecha włoskiego – który od lat 90-ych rozsiewa się coraz szerzej z dużą pomocą krukowatych, których liczebność wzrosła. Tak liczna jego reprezentacja nie jest zbyt korzystne dla tych terenów.

Młode orzechowce

Tuż obok nie stoją a rosną naturalne kopuły z wierzb, latem będą dobrą ochroną przed słońcem, jeśli ich gałęzie się jeszcze trochę zagęszczą.

Wzdłuż ścieżki po obu stronach rozciąga się poletko walki o renaturyzację tego unikatowego terenu. To próby przywrócenia do krajobrazu wierzb, za pomocą powbijanych w ziemię żywokołów. Ścina się gałąź wierzbową, wbija w ziemię na żywokół a po roku wyrasta drzewko.

Większość z napotkanych zrzez nie przyjęła się a te które zdołały urosnąć są ścinane przez bobry. Bobry żywią się głównie wierzbami i olchami.

Na koniec spaceru jeszcze jedno zaskakujące novum. W biały dzień w pełnym słońcu na tle błękitnego nieba i w towarzystwie mew lata duży nietoperz. Borowiec, jak się później okazało. Globalne ocieplenie sprawia, że dłużej nie śpi i żeruje. Niewykluczone, że bytując w mieście przywykł do tego, że nie ma tu nigdy prawdziwej ciemności. Jest jeszcze jeden ewenement, niedawno tu obserwowany i widziany również dziś w listopadowy dzień. To wąsatka, ptak wielkości bogatki, rzadko spotykany na Mazowszu, który również upodobał sobie ten rezerwat, będący głównie ostoją ptaków wodnych.

Miejska przyroda może stać się coraz większą rzadkością, szczególnie w mieście podległym interesom deweloperów i włodarzy. Bowiem od lat trwają zakusy na tę uroczą zieloną enklawę. Obowiązujący od 2006 roku plan zagospodarowania, pozwala na inwestycje na wielu niezabudowanych obszarach zielonych i w miejscu tzw. klinów przewietrzających. Jeden z tych klinów usytuowany jest właśnie między jeziorkiem a wiaduktem Trasy Siekierkowskiej. Zgodę na zabudowanie tego fragmentu terenu wydała pod koniec września Rada Warszawy, pomimo równoczesnego deklarowania ochrony otuliny jez. czerniakowskiego. Wg urzędników ratusza uchwalenie planu miejscowego, który zakłada pozostawienie 30 % zielonych terenów nienaruszonych zezwala na zniszczenie 70 % tej enklawy, chroni ten teren przed inwestycjami. To nie jest ograniczenie wykorzystania przyrody a pozwolenie na zabetonowanie łąk w otulinie jeziorka, będących elementem ekosystemu, który żeby spełniał swoje funkcje powinien być chroniony cały.

Ta ogromna zabudowa (na 7 tys. mieszkań, budynków do wys. 19 m, biurowców 10 piętrowych i willi do 12m) pogłębi dewastację przyrody. Zdumiewające, że zabudowę dopuścił wcześniej plan ochrony Jeziorka Czerniakowskiego, przygotowany w 2012 roku przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Nie da się jednocześnie ochronić i zabudować, te kwestie są nie do pogodzenia. A budowa to także zwiększona o nowe drogi infrastruktura, rozjeżdżone łąki, pył budowlany, jeszcze więcej samochodów i spalin. Ta wszystko przyczyni się przecież do pogłębienia suszy a co za tym idzie dalszego wysychania jeziorka i roślinności wokół niego. Już teraz lisy nie mają się gdzie schronić z powodu zbyt mocno okrojonego terenie a planowane zabudowanie i zabetonowanie zwiększy miejską wyspę ciepła. Może to doprowadzić do nieodwracalnej degradacji tarasu zalewowego Wisły, ciągnącego się od ujścia Jeziorka aż do Siekierek.

Tak intensywnej zabudowanie okolic Jeziorka Czerniakowskiego sprzeciwiają się mieszkańcy okolic jeziorka i aktywiści m.in. ze Stowarzyszenia Zielone Mazowsze i Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto-Ogród Sadyba, którego petycję podpisało 6060 osób. W uzasadnieniu wykazują, że ten plan zagospodarowania to kolejne przyczynianie się władz miasta do osuszania tych terenów:

,,W ostatnich latach na południowym krańcu Jeziorka powstało osiedle apartamentowców Zen Garden Mokotów przy ul. Santockiej (zaledwie 100 metrów od Jeziorka!), a od północy – osiedle apartamentowców Marvipol przy ul. Bernardyńskiej (700 metrów od Jeziorka).  Pod każdym z tych apartamentowców zbudowano jedno lub dwupoziomowe garaże podziemne, poniżej poziomu wód gruntowych. 

Kolejna zabudowa postępuje. Przylegający do rezerwatu – zaledwie 50 metrów od jego granic – Klub Sportowy Delta Warszawa w grudniu 2017 r. otrzymał  warunki zabudowy na rozbudowę bazy sportowej, w tym wzniesienie budynku o powierzchni 1700m², kortów tenisowych, parkingu i zespołu boisk. Co ważne, południowo-wschodni brzeg akwenu – który zajmuje KS Delta – stanowi główne źródło dopływu wody do zbiornika z wód gruntowych. Dowody na to znajdują się w raporcie z badań SGGW, realizowanych dla Urzędu Dzielnicy Mokotów w latach 2011 – 2014 (dostępne na stronie internetowej dzielnicy).”

Ten unikatowy teren to jeden z puzzli w ekosystemie ziemi, załamującym się na naszych oczach. Przyroda wystawi nam za wszystko rachunek. Czy nasza praca nie mogłaby odtąd polegać na najskromniejszym zaspokojeniu naszych potrzeb w tym tych urbanizacyjnych a większość energii koncentrować na renaturyzacji i ochronie ekosystemów? A inwestycje mieszkaniowe mogłyby powstawać nie kosztem unikatowych enklaw przyrodniczych a w miejsce biurowców, terenów po zakładach przemysłowych, wyburzanych budynków, zamiast kolejnego parkingu czy hipermarketu.

Zachęcam do podpisania petycji w obronie jeziorka czerniakowskiego

https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_ratowania_rezerwatu_jeziorko_czerniakowskie?uv=16425278&utm_source=fb_share&fbclid=IwAR0VTlE7tn9SMiwn_gqP6pne9Hc3kcynrIggbq6FEsYR1uvIip2r3zNGjT8