Słodki zapach bzu unosi się z patelni na której smażę placki z białych baldachów kwietnych. Ich żółty pyłek pachnie miodowo, z nutą jaśminu i peonii, które kwitną teraz rozpościerając swoje coraz bardziej bujne czupryny.

Pozostałe baldachy trafiają do dużej karafki z wodą w których utworzą po tygodniu bąbelki i złocistego szampana.

Pyłek ich zawiera naturalne drożdże wystarczy je pożywić cukrem i zalać wodą z kawałkami cytryny.

Placuszki robię też najprościej jak się da, coraz bardziej redukuje też czynności przy swoich posiłkach.

Zauważając, że tak obróbka termiczna jak i wielość potraw a co za tym idzie ściąganie ich z najdalszych zakątków ziemi, kosztuje nas coraz większy ślad węglowy, to fanaberia tylko naszego gatunku. Zanim dojdziemy do punktu apokaliptycznego bez powrotu, przyjrzyjmy się raz jeszcze całemu życiu na ziemi. Wielu z was będzie zaskoczonych, tym że zwierzęta hodowlane były wyjęte przez człowieka z ich naturalnego środowiska i udomowione, świnia pochodzi od dzika a krowa od tura europejskiego. To myśmy je zabrali z ich odrębnego świata na talerze, dla ich ciał, wydzielin, czy skór. Ta pandemia to bardzo ważna informacja zwrotna od świata przyrody – tym razem od fauny, którą krzywdzimy.

Ale wróćmy do przepisów

Placuszki

15 dużych baldachów kwiatów czarnego bzu

100 g mąki pszennej

50 g mąki kukurydzianej

200 ml mleka migdałowego/owsianego

szczypta soli

1 łyżeczka cukru waniliowego

1 łyżeczka cukru brązowego

olej do smażenia np. rzepakowy

cukier puder lub syrop klonowy

Wyrabiamy masę mąki z mlekiem do konsystencji ciasta naleśnikowego, nie potrzebujemy żadnego zastępnika jajek wystarczy dodać łyżeczkę mąki ziemniaczanej i odstawić ciasto na 20 minut

Szampan bzowy

1 szklanka cukru trzcinowego na 3,5 ciepłej wody

Rozpuszczamy w szklanym zakręcanym naczyniu a następnie dodajemy 40 baldachów

oraz 1 cytrynę pokrojoną na 4 części

Jeśli po tygodniu nie będzie bąbelków w naczyniu, to trzeba dołożyć drożdży piwowarskich

Smacznego naturalnego!